Gnothi seauton
22 maj 2008 by wrona
Zakręciłem przed zjazdem do przytulnego garażu ilustrowanych zdjęciami wpisów. Odnalazłem tę niepozorną, brukowaną ulicę, której dotąd nie zauważałem.
Wysiadam z samochodu, kluczyki zostawiam w stacyjce.

Zakręciłem przed zjazdem do przytulnego garażu ilustrowanych zdjęciami wpisów. Odnalazłem tę niepozorną, brukowaną ulicę, której dotąd nie zauważałem.
Wysiadam z samochodu, kluczyki zostawiam w stacyjce.

Obok, nad drukarką HP, stoi zamyślony borsuk (Gdańsk, okolice Dworca Głównego).
Kto się odważy postawić takich mądrych wujów na współczesnej polskiej scenie? Doświadczonym facetom dać czas antenowy, uzupełniany reklamami, które uczą, jak nie kiwając palcem ujędrnić swój puchnący w fotelu zad? Kto zaryzykuje postawienie ich obok Dody, Gawlińskiego i wymodelowanej przez kolejnych chirurgów Photo Shopa Edyty Górniak?
Jest Mumio Wykład o chodzeniu z dziewczyną, dużo mądrości łapie, ale powierzchniowo, dając przyjemność błyszczącym absurdem. Jest Kabaret moralnego niepokoju - ale to przecież wszystko jeszcze dzieciaki, skore do wygłupów, słownych igraszek, odklejania się od rzeczywistości. A gdzie Ci zabawni i pouczający, dojrzali mężczyźni, hę?
Duszny od kruszących się, średniowiecznych murów, pod którymi chłopaki, żywo przeklinając, grają w piłkę. Krzyczący efektownym graffiti w klubie NRD. Gromadzący spacerowiczów na niepozornym nadbrzeżu, wzdłuż którego ciągnie się murek wymalowany dialogami z Rejsu.
Na jednej ze ścian ktoś napisał:
Boże, pozwól, bym potrafił,
Gdy ojczyzna mnie zawoła,
Zamiast piersi wypiąć dupę,
Bo ta ropa nie jest moja.

Zmęczona ikona popkultury ze skrętem w gębie wreszcie spoczęła na klacie ośmiolatka. Dla dziewcząt jest uśmiechnięty pyszczek Kubusia przydomek “Rozpruwacz” - pewnie w końcu zeżarł swojego irytującego, ciamajdowatego koleżkę. Na licach radość, chociaż wyliniała mumia Rubika już depcze po piętach.
Czasem reklama musi po prostu wyrąbać sobie drogę do klienta.
(Toruń, Szeroka).
Szare wybałuszone oczka, drobne popsute ząbki. Obszczekujący nas, wyliniały czarny kundelek zawzięcie rzuca się na przyrdzewiałym łańcuchu.
Dla spacerowiczów ciekawych, jak nazywa się ten dzielny stróż wielkanocnego obejścia, nad otworem budy ktoś ułożył w aureolę duże, białe litery: ”AMOREK”.

Nurek z akwarium w progach nowej Mięsnej wytrwale odlicza dni od przenosin. Kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się, że ukryty w poznańskich podwórkach klub, do którego prowadziły metalowe schody przeciwpożarowe, ma zniknąć z mapy miasta. Na szczęście właściciele znaleźli dwa piętra na Garbarach.
Przeprowadzkowa impreza w surowym wnętrzu, pod ścianą drabina malarska. Przez cały wieczór nieogrzewane sale wypełnia przyciągnięty plakatem na MySpace tłum znajomych twarzy. Niepewnie uśmiechnięte, w rękach butelkowy pilsner bez koncesji, w kieszeniach wlepki od barmana. Na piętrze półmrok, grupka osób kiwa nóżką naprzeciw skupionej DJ.

Rekrutacja w szklanym kolosie. W sali z nieużywaną plazmą grupka osób w milczeniu czyta instrukcje. Siedzący z brzegu chłopak lekko zaciska usta, palce szukają pierwszych liter na obcej klawiaturze.
Po kwadransie stojący pod oknem 40-calowy samsung niespodziewanie budzi się matowym błyskiem. Piszący odwracają się, by spojrzeć na falujący obraz, który powoli nabiera ostrości. Połyskującą, czarną ramę wypełnia wnętrze sali, z której spogląda na nich pięć znajomych osób siedzących przed komputerami. Dziewczyna pierwsza rozpoznaje siebie wśród ziarnistych sylwetek.
Chwilę później do sali wkraczają technicy. Odłączają kamerę i wielki, płaski ekran, po czym bez słowa wynoszą je za drzwi.
Później, podczas rozmowy kwalifikacyjnej kandydaci będą smutno kiwać głowami. Nikt nie wspomniał, że będą nagrywani.
(Żaden z nich nie da wiary, że w trakcie ich testu ktoś z Wysp wykręcił +48. I przypadkiem połączył się z biurowcem, uruchamiając zestaw do telekonferencji, którego zarząd firmy używa do rozmów z zagranicą).

Przez cały dzień uciekaliśmy pustymi, zakurzonymi drogami. Raz czy dwa przystanęliśmy na chwilę pod rozpadającym się sklepikiem, a na pachnącym świeżą deską pomoście zjedliśmy chleb, słuchając chlupiącej pod stopami wody.
Pod wieczór niebo zagęgało. Nad naszymi głowami przesunęły się sznury wracających z południa ptaków. Jeden z nas krzyknął do drugiego - te same słowa co rok temu, w tym samym miejscu.