Tracja jest granicą

Z dnia na dzień coraz silniej czułem, że należę do innego świata.

Tak, będzie mi brakować figowca, który owocuje przy bramie kempingu pod Efezem. Zatęsknię za bananowcem, który pochyla się nad ciasną białą uliczką Dalyan. Nie raz obejrzę zdjęcia morza, w którym chłodziłem się zmęczony 40-stopniowym skwarem. Każda podróż wybitymi przez skały trasami była kalejdoskopem oszałamiających widoków.

Owszem, pida i zupa fasolowa smakowały wyśmienicie, a kebap nie wyglądał jak polskie podróbki.

Ale z żalem spoglądałem na flagę turecką powiewającą nad Hierapolis, Efezem i licyjskimi grobowcami.

Przez miasta jechałem napięty. Z trzech pasów robią tam pięć. Wciskają się przed samochód, wyprzedzają z prawej strony, cały czas waląc w klakson. Nie używają kierunkowskazów, a kiedy już, to skręcają odwrotnie niż sygnalizowali.

Nie szanują pieszych. Chodniki w Stambule kończą się albo zarośniętą sralnią, albo barierą ruchliwej ulicy. Są jakieś przystanki, ale nie wiadomo, co nadjedzie i kiedy.

Śmiecą. Nawet na chronionej plaży leżały niedopałki, opakowania po ciasteczkach, kapsle, okruchy butelek.

Są nachalni. W turystycznej części próbowałem być uprzejmy, trzeciego dnia na pytanie „skąd jestem” i „czy mówię po angielsku” zdarzyło mi się odpowiedzieć „fuck off”. Ileś razy ktoś mnie dotykał, ciągnął za koszulę. Nie podają cen. W piekarni, w spożywczym próbują wyciągnąć od klienta fortunę za każdą rzecz, którą bierze do ręki.

System minaretów ma tam zasięg, o jakim mógłby pomarzyć niejeden operator komórkowy. Na największym zadupiu przed świtem budziło nad zawodzenie. Chwila przerwy i znowu, i tak pięć razy dziennie.

Wojsko jest wszędzie. Znak informujący o posterunku przy co drugim miasteczku, przy ruinach teatru rzymskiego dwóch żołnierzy rozmawia z kałaszami opartymi na brzuchu. Po drodze wieże strzelnicze i tablice ostrzegające, że po drugiej stronie zasieków obowiązują inne prawa. A niedawno armia odwołała wybranego w głosowaniu prezydenta.

Bruksela stawia warunki: rozliczcie się z zagładą Ormian, to porozmawiamy o wstąpieniu do UE. Nie chciałbym jednak, żeby Turcja dołączyła, zanim dokona się tam zmiana cywilizacyjna, nie tylko technologiczna. Cóż z tego, że drogi mają szerokie, a na Sultanahmed mam dostęp do otwartego wifi, skoro jednego wieczoru mojej dziewczynie jakiś cywil zagradza drogę do hostelu z pytaniem: „do you have passport?”.

Kiedy wracaliśmy promem przez Dardanele, poczułem ulgę.

Advertisements

Tagi:

Jedna odpowiedź to “Tracja jest granicą”

  1. SzuflaNdia Says:

    znaczy sa ‚roznice kulturowe’?
    Ponoc do Turcji nalezy pojechac, ale w dziksze rejony, takie nieturystyczne. Tam jest inaczej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: