Cześć

25 Maj 2010

Reklamy

Wiecznie to samo

5 Maj 2010

Dopiero oglądając zrobione nad jeziorem zdjęcia zrozumiałem, co tak mnie przyciągało do tego miejsca.

To taka zabawa:  jakiego znaku szukałem ja sprzed kilku dni? Dlaczego użyłem dwóch motywów: obramowanego kamieniami, mokrego od rosy paleniska i rozsypanych w przypadkowy krąg, młodych mleczy, które wychylają się zza kadru?

(Dla ułatwienia masz dwa konteksty: katastrofy tupolewa lub moich, czy też własnych, dotąd nieudanych prób ułożenia sobie z kimś życia).

28 kwietnia 2010

Pogubiłem się w tym kwietniu. W łapce ściskam bilet do przygody i nie wiem, czy to mój statek jest.

I patrzę na siebie: jak się wplątuję, jak przez moment czerpię, żeby chwilę później odpadać po kawałku.

Chciałbym, żeby mnie tak nie uderzyło, a uderzyło. Jak zwykle.

(Zdjęcie spod Skarpy, wieczorami przy brzegu chlupią bobry).

„Boisz się wylądować?”

12 kwietnia 2010

Co zadziałało w sobotę? Presja? Lekceważenie zasad i polskie wymachiwanie szabelką?

Wściekły jestem. Też dlatego, że wśród ofiar tej katastrofy jest niestety ojciec mojej szefowej z krakowskiej redakcji, a z nim nauczyciel J.

Potrącona rowerzystka

9 kwietnia 2010
W prima aprilis, wieczorem, kierowca czarnego BMW potrącił naszą koleżankę. Ścigał się z kimś, w centrum miasta jechali ponad 80 km/h.
Dojechaliśmy tam dzisiaj z Masą Krytyczną. Do balustrady przypięliśmy tzw. ghost bike, a reporterka z WTK spytała A., co jest bezpieczniejsze, chodnik czy szosa. Jakiś chłopiec dał mi ulotkę, w której przeczytałem, że K. „zginęła zgodnie z przepisami”. Na lokalnych forach wściekłość i apele do ZDM o ścieżkę.
(Oglądam w komórce zdjęcia, które zrobiłem jej na imprezie, dzień przed wypadkiem. Przypominam sobie, jak śmiała się do kolegi, aż w końcu usiadła mu na kolanach. I nocny rajd po poznańskich knajpach. Trudno mi uwierzyć, że jej już nie ma…)

Strażnik ładu

1 kwietnia 2010

Drzwi na Marcinie miałem w papryczki. Jako że źle mi się oddycha w sterylnych krajobrazach, na wypolerowanym szklano-murowanym Szelągu obkleiłem sobie wejście zdjęciami. Od kilku dni na przechodzących korytarzem spogląda pies, a kot jw. fika coś, kozła może.

Nazajutrz budzi mnie dzwonek do drzwi. Za drzwiami Pan Sprzątacz. Porządnie zmartwiony, głosem drżącym pyta: „Czy to państwo przykleili te…?. Czy jacyś dowcipnisie? Mam to-to sprzątnąć?”. Potem cztery razy serdecznie przeprosił za kłopot (może chodziło mu o to, jak wyglądam w południe w tzw. pidżamie).

Jak skomentował B. – „odwieczna dychotomia: państwo vs. chuligani”.

O tym, jak się zużywam

16 marca 2010

Śniło mi się, że z kijem w ręku biegnę przez ciepły, południowy las. Pełno w nim powalonych pni i niebezpiecznych wykrotów. Wdrapuję się na skarpę, w zaroślach odnajduję mur. Obchodzę go sprawnie i staję przed blaszanym, jakby wojskowym barakiem a’la Lost. Drzwi.

W głębi pomieszczenia dostrzegam starą, pochyloną nad stołem kobietę. Nie pozwala mi wejść, lecz od razu wstaje i podchodzi. Mówi, że mnie oczekiwała. Jest wiekowa, ale znajoma. Ze studiów? Ale…

Patrzę na swoje dłonie, które w ciągu kilku chwil zwiotczała skóra obejmuje niczym sfatygowany futerał. Nie mogę uwierzyć, jak szybko pokrywają się brązowymi cętkami, które do tej pory widziałem na cudzych fotografiach.

Do kobiety dołączają może dziesięcioletni chłopiec i dziewczynka. Przyglądają mi się z zainteresowaniem.

Pytam, dokąd mam teraz pójść. „Do miejsca, gdzie jest najwięcej przestrzeni”. Odwracam się i schodzę na podwórko, niedaleko ściany baraku znajduję olbrzymi krater. Wiem, że za chwilę zabraknie mi sił, żeby dowlec się do niego i osunąć w ciemność.

(W tle np. Pornopop)

Stare śmieci

21 lutego 2010

Niedługo tak będę myślał o centrum Poznania, które ilustruje ten chłopiec. Przenoszę się bez żalu w miejce, które jest

– czyste
– ciche
– zadbane

Zmęczyła mnie trwająca od października groteskowa konwersacja między mną a spółdzielnią. „Proszę o wymianę zamka. Drzwi na klatkę nie domykają się, jest -15 stopni, marzniemy”. Po piątym telefonie, który wykonałem jakoś w połowie lutego, paniusia przerwała mi: stwierdzając „sprawdzałam” i „nie rozumiem  o co panu chodzi, przecież działają”. Okazało się, że sprawdzała te od ulicy.

Niedaleko mojego nowego domu płynie rzeka. Dzisiaj na brzegu znalazłem ślady saren.

Wielki Brat

17 lutego 2010

Wczoraj, bladym świtem próbowałem zmieścić się między startujące audi A3 a zaparkowany rządek samochodów. Udało się, chociaż kosztowało mnie to: 300 zł za otarty zderzak panience + x złotych za klepanie i malowanie drzwi mojej corolli. Przynajmniej tak myślałem, kiedy chwilę po stłuczce wręczyłem właścicielce otartego pieniądze, zręcznie unikając wymiany personaliów i numerów kontaktowych.

Po kilku godzinach, już w biurze, odbieram mejla na NK… „Proszę o kontakt w sprawie zderzaka, jest pęknięty. Monika”.


%d blogerów lubi to: