Bucuresti, +40

„Paryz Wschodu” rozpada sie i smierdzi. Luszcza sie fasady nad zatrzasnietymi lata temu dzwiami do sklepikow. Wisza brudne, zapomniane, kinowe neony. Zadbane, rude koty wygrzewaja sie na kraweznikach. Ze sznurka na pietrze wesolo machaja blekitne majtki. W glebi pokoju, przez pekniety, drewniany strop przeswituje niebo.

Slepne od upalu. Znalazlem kilka malych, ciemnych i dusznych cerkwi, wcisnietych miedzy bloczyska. Jakby o nich zapomnieli. Chociaz w niektorych kolejki do swietych obrazkow i swieczek zapalanych dla „morti” i „vii”. W sasiedztwie ruszyl remont starowki – nawierzchnia zniknela, drewnianym mostkiem przechodze nad rozkopami, pyl na sandalach i w ustach. Wokol huk maszyn i nawolywania budowlancow. W tle bogato zdobione kopuly muzeow i wielopietrowe, szklane wieze bankow.

W efektownym, krytym pasazu, przy zastawionym lodami stoliku postawna Turczynka karmi piersia niemowle.

Palac Parlamentu (do niedawna Ludu) wielki i obcy, tak rozlegly, ze trudno go skadrowac. Zeby go postawic i poprowadzic do niego bukaresztanskie Champs-Élysées (nb. dluzsze od oryginalu o cale 6 metrow), Ceauşescu obrocil w pyl 1/5 starego miasta. W tym kilkusetletnie swiatynie. Niektore milosciwie kazal przeniesc w inne miejce. Szumia dziesiatki fontann.

Zebracy sprzedaja zbawienie na kazdym rogu. Niektorzy niesmialo wyciagaja reke z kata w przejsciu do metra, inni odwaznie wbiegaja na skrzyzowania i przyklejaja sie do samochodow. Na Alei Zwyciestwa, przy rozwalonej daczii kwateruje beznogi brodacz. Wbija czarne oczy w przechodniow i wygraza paluchem, zlorzeczy za tymi, ktorzy przeszli obojetnie. Przy bramce do jednej z zatloczonych cerkwi plejada lokatorow ulicy. Sa protezy i powykrecane choroba konczyny, sa tandente dewocjonalia i ciche, zgarbione babulenki siedzace na schodkach z wyschnietymi od slonca bukiecikami drobnych, bialych kwiatkow.

Nad ulicami eksplozje klaksonow, kierowcy jezdza jak szalency. Po dwoch godzinach krazenia znalazlem malenki autogara z busem do Tulczy. Jesli jutro po poludniu zalapie sie na prom do Suliny albo Sfantu Gheorghe, to wieczorem powinienem stac na piasku obok wpadajacego do morza Dunaju.

Wieczorem ide z jakims Niemcem po piwo do sklepiku. Przy otwieraniu lodowki uchwyt zostaje mu w reku. Ekspedientka smutno sie usmiecha i wydaje nam reszte.

(Zdjecia dokleje pozniej, bo moj canon nie dogaduje sie lokalnymi komputerami).

Reklamy

Tagi:

Komentarze 2 to “Bucuresti, +40”

  1. coffee bean extract Says:

    Thanks for a marvelous posting! I definitely enjoyed reading it, you could be a great author.
    I will always bookmark your blog and will come
    back later on. I want to encourage continue your great work,
    have a nice weekend!

  2. red raspberry Says:

    I enjoy reading through a post that will make people think.
    Also, thank you for allowing for me to comment!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: