Posts Tagged ‘sycylia’

Pieśń w Uchu

5 lipca 2010

Syrakuzy, Isola Ortigia. Średniowieczne miasto na kamiennej wyspie. Rude, ciasne ulice prowadzą na poszarpany brzeg. Chłopcy skaczą ze skały w lazur. Pod wodą na chwilę otwieram oczy, w głębi kusi rozświetlone dno.

Skutery są wszędzie.

W parku archeologicznym sok ze świeżych pomarańczy i pozostałości ołtarza, na którym 2 tysiąclecia temu cesarz mógł zarżnąć 400 byków. Nad nim wykuty w wapieniu, przykryty dziś drewnianymi panelami amfiteatr; później dowiem się, że wystawiają tu czasem klasyków Greckich.

W największy skwar wślizguję się do Ucha Dionizjusza. Wysoka na 30 metrów, wąska jaskinia skręca w półmrok, po chwili każdy szelest wraca do mnie zwielokrotniony. Wychodzi pohukująca grupa Włochów. Za moim plecami zatrzymuje się korpulentna 50-latka. Przyjmuje stabilną postawę, długo nabiera powietrza. Uderza głosem jak dzwon… Po wszystkim wypytującej ją turystce przyznaje po francusku, że była (jest?) zawodową śpiewaczką.

Wieczorem w porcie jakiś nastolatek chce wziąć ode mnie aparat, „żeby zrobić mi zdjęcie”. Kiedy go wyśmiewam, wraca na ławkę do dziewczyn i rzuca za mną kilka kamieni.  Godzinę później właściciel wysmakowanego hostelu przy dworcu: „I see you, Poles, overtaking us.  10 temu przyjeżdżaliście tu do pracy. Teraz wpadacie na chwilę, spacerujecie, zachwycacie się kuchnią, zostawiacie pieniądze”.

W ciszy nocnego ogrodu 60-letnia Margaret, australijska – jak to o sobie mówi – singielka, przekonuje, że nie da się zmienić ludzi, których wybiera się na towarzystwo.

Domy z lawy

30 czerwca 2010
.
Do Syrakuz mogę dostać się tylko przez Katanię. Przez większą część jazdy nad mijanym krajobrazem majaczy góra gór, szary, zamglony stożek.
.
Dojeżdżam. Upał coraz silniejszy, potrzebuję śniadania, ale lokalsi pukają się w nadgarstek, ze osteria otwarta dopiero w południe. Przez chmarę pędzących we wszystkie strony skuterów przebijam się do cichej uliczki. Dwa spokojne skrzyżowania i znikąd gwar. Targ. Straganiarze śpiewają nad zwiezionymi owocami i carne. Biorę torbę świeżych fig i z ciabatę mokrą od farszu.
.
Miasto pod wulkanem. Czarne mury kamienic przypominają, że surowce najlepiej czerpać z okolicy. Ostatnia erupcja była raptem dwa lata temu, ale nie wydaje się to tutejszym przeszkadzać. Nowe osiedla na przedmieściach wczołgują się na sine zbocze.
.
Swatch konduktora spieszy o przynajmniej kwadrans w stosunku do wszystkich zegarów na dworcu, ale to mnie się obrywa, że „cały pociąg musiał na mnie zaczekać”. Andiamo.

Sycylia w chmurach

29 czerwca 2010

Lądujemy. Pada. W ciemności pachną kwiaty.

Kluczymy po Trapani. Poznany na lotnisku chłopak twierdzi, że księża prowadzą tu gdzieś hostel. Około drugiej, pomocni lokalsi z zapałem walą w zamknięte bramy do naszego raju. Poddaję się, proszę, żeby podrzucili nas kilka przecznic dalej. Pierwszą noc na Sycylii spędzam na plaży. Wieje.

Budzi mnie brzask. Wokół karimaty ślady czworonoga. Pozbywam się kolegi i ruszam w kilkugodzinną pielgrzymkę na Erice. Średniowieczne miasteczko, zanurzone w chmurach, z obłędnym widokiem wokół, na półwysep i miasto. Po drodze kierowcy trąbią przyjaźnie, dzieciaki machają zza szyb. Bujnie kwitną zaśmiecone pobocza.

Mijam staruszkę, która zatrzymała samochód, żeby dokarmić kilka półdzikich psów.


%d blogerów lubi to: