Archive for the ‘W gnieździe’ Category

Miasto know-how

15 grudnia 2010

Raniutko zapragnąłem nabyć bilet miesięczny. W automacie. Miasto know-how szanuje mój czas i wie, że nie jest moim marzeniem przedzierać się przez miasto do kasy w godzinach jej urzędowania i odstawać półgodzinnej kolejce.

Więc wkładam kartę w otworek, wypstrykuję swój bilet na ekranie, potem datę  (tak, można wybrać datę, przełomowa technologia informatyczna), przechodzę do płacenia i…  Zielone pudło chce ode mnie monet.

W życiu nie miałem przy sobie ośmiu dych w monetach.

Reklamy

„Zaczyna się zabijanie opozycji”

19 października 2010

Pustostan

16 października 2010

Cześć

25 Maj 2010

Wiecznie to samo

5 Maj 2010

Dopiero oglądając zrobione nad jeziorem zdjęcia zrozumiałem, co tak mnie przyciągało do tego miejsca.

To taka zabawa:  jakiego znaku szukałem ja sprzed kilku dni? Dlaczego użyłem dwóch motywów: obramowanego kamieniami, mokrego od rosy paleniska i rozsypanych w przypadkowy krąg, młodych mleczy, które wychylają się zza kadru?

(Dla ułatwienia masz dwa konteksty: katastrofy tupolewa lub moich, czy też własnych, dotąd nieudanych prób ułożenia sobie z kimś życia).

28 kwietnia 2010

Pogubiłem się w tym kwietniu. W łapce ściskam bilet do przygody i nie wiem, czy to mój statek jest.

I patrzę na siebie: jak się wplątuję, jak przez moment czerpię, żeby chwilę później odpadać po kawałku.

Chciałbym, żeby mnie tak nie uderzyło, a uderzyło. Jak zwykle.

(Zdjęcie spod Skarpy, wieczorami przy brzegu chlupią bobry).

„Boisz się wylądować?”

12 kwietnia 2010

Co zadziałało w sobotę? Presja? Lekceważenie zasad i polskie wymachiwanie szabelką?

Wściekły jestem. Też dlatego, że wśród ofiar tej katastrofy jest niestety ojciec mojej szefowej z krakowskiej redakcji, a z nim nauczyciel J.

Potrącona rowerzystka

9 kwietnia 2010
W prima aprilis, wieczorem, kierowca czarnego BMW potrącił naszą koleżankę. Ścigał się z kimś, w centrum miasta jechali ponad 80 km/h.
Dojechaliśmy tam dzisiaj z Masą Krytyczną. Do balustrady przypięliśmy tzw. ghost bike, a reporterka z WTK spytała A., co jest bezpieczniejsze, chodnik czy szosa. Jakiś chłopiec dał mi ulotkę, w której przeczytałem, że K. „zginęła zgodnie z przepisami”. Na lokalnych forach wściekłość i apele do ZDM o ścieżkę.
(Oglądam w komórce zdjęcia, które zrobiłem jej na imprezie, dzień przed wypadkiem. Przypominam sobie, jak śmiała się do kolegi, aż w końcu usiadła mu na kolanach. I nocny rajd po poznańskich knajpach. Trudno mi uwierzyć, że jej już nie ma…)

Strażnik ładu

1 kwietnia 2010

Drzwi na Marcinie miałem w papryczki. Jako że źle mi się oddycha w sterylnych krajobrazach, na wypolerowanym szklano-murowanym Szelągu obkleiłem sobie wejście zdjęciami. Od kilku dni na przechodzących korytarzem spogląda pies, a kot jw. fika coś, kozła może.

Nazajutrz budzi mnie dzwonek do drzwi. Za drzwiami Pan Sprzątacz. Porządnie zmartwiony, głosem drżącym pyta: „Czy to państwo przykleili te…?. Czy jacyś dowcipnisie? Mam to-to sprzątnąć?”. Potem cztery razy serdecznie przeprosił za kłopot (może chodziło mu o to, jak wyglądam w południe w tzw. pidżamie).

Jak skomentował B. – „odwieczna dychotomia: państwo vs. chuligani”.


%d blogerów lubi to: