Posts Tagged ‘polska’

Jak one to robią

9 marca 2011

Gęga nad Cytadelą

Można od nich regulować zegarki :]

Miasto know-how

15 grudnia 2010

Raniutko zapragnąłem nabyć bilet miesięczny. W automacie. Miasto know-how szanuje mój czas i wie, że nie jest moim marzeniem przedzierać się przez miasto do kasy w godzinach jej urzędowania i odstawać półgodzinnej kolejce.

Więc wkładam kartę w otworek, wypstrykuję swój bilet na ekranie, potem datę  (tak, można wybrać datę, przełomowa technologia informatyczna), przechodzę do płacenia i…  Zielone pudło chce ode mnie monet.

W życiu nie miałem przy sobie ośmiu dych w monetach.

„Zaczyna się zabijanie opozycji”

19 października 2010

„Boisz się wylądować?”

12 kwietnia 2010

Co zadziałało w sobotę? Presja? Lekceważenie zasad i polskie wymachiwanie szabelką?

Wściekły jestem. Też dlatego, że wśród ofiar tej katastrofy jest niestety ojciec mojej szefowej z krakowskiej redakcji, a z nim nauczyciel J.

Potrącona rowerzystka

9 kwietnia 2010
W prima aprilis, wieczorem, kierowca czarnego BMW potrącił naszą koleżankę. Ścigał się z kimś, w centrum miasta jechali ponad 80 km/h.
Dojechaliśmy tam dzisiaj z Masą Krytyczną. Do balustrady przypięliśmy tzw. ghost bike, a reporterka z WTK spytała A., co jest bezpieczniejsze, chodnik czy szosa. Jakiś chłopiec dał mi ulotkę, w której przeczytałem, że K. „zginęła zgodnie z przepisami”. Na lokalnych forach wściekłość i apele do ZDM o ścieżkę.
(Oglądam w komórce zdjęcia, które zrobiłem jej na imprezie, dzień przed wypadkiem. Przypominam sobie, jak śmiała się do kolegi, aż w końcu usiadła mu na kolanach. I nocny rajd po poznańskich knajpach. Trudno mi uwierzyć, że jej już nie ma…)

Strażnik ładu

1 kwietnia 2010

Drzwi na Marcinie miałem w papryczki. Jako że źle mi się oddycha w sterylnych krajobrazach, na wypolerowanym szklano-murowanym Szelągu obkleiłem sobie wejście zdjęciami. Od kilku dni na przechodzących korytarzem spogląda pies, a kot jw. fika coś, kozła może.

Nazajutrz budzi mnie dzwonek do drzwi. Za drzwiami Pan Sprzątacz. Porządnie zmartwiony, głosem drżącym pyta: „Czy to państwo przykleili te…?. Czy jacyś dowcipnisie? Mam to-to sprzątnąć?”. Potem cztery razy serdecznie przeprosił za kłopot (może chodziło mu o to, jak wyglądam w południe w tzw. pidżamie).

Jak skomentował B. – „odwieczna dychotomia: państwo vs. chuligani”.

Stare śmieci

21 lutego 2010

Niedługo tak będę myślał o centrum Poznania, które ilustruje ten chłopiec. Przenoszę się bez żalu w miejce, które jest

– czyste
– ciche
– zadbane

Zmęczyła mnie trwająca od października groteskowa konwersacja między mną a spółdzielnią. „Proszę o wymianę zamka. Drzwi na klatkę nie domykają się, jest -15 stopni, marzniemy”. Po piątym telefonie, który wykonałem jakoś w połowie lutego, paniusia przerwała mi: stwierdzając „sprawdzałam” i „nie rozumiem  o co panu chodzi, przecież działają”. Okazało się, że sprawdzała te od ulicy.

Niedaleko mojego nowego domu płynie rzeka. Dzisiaj na brzegu znalazłem ślady saren.

Wielki Brat

17 lutego 2010

Wczoraj, bladym świtem próbowałem zmieścić się między startujące audi A3 a zaparkowany rządek samochodów. Udało się, chociaż kosztowało mnie to: 300 zł za otarty zderzak panience + x złotych za klepanie i malowanie drzwi mojej corolli. Przynajmniej tak myślałem, kiedy chwilę po stłuczce wręczyłem właścicielce otartego pieniądze, zręcznie unikając wymiany personaliów i numerów kontaktowych.

Po kilku godzinach, już w biurze, odbieram mejla na NK… „Proszę o kontakt w sprawie zderzaka, jest pęknięty. Monika”.

Policjant po ludzku

17 kwietnia 2009

Warta k. Chwaliszewa

Niezapowiedziany Dzień Policjanta: pół wieczoru miasto miga na niebiesko. 

Uciekamy rowerami nad Wartę. Nad głowami burczy helikopter. Po kwadransie wyboistej ścieżki prześlizgujemy się pod mostem i dojeżdżamy do dzikiej miejscówki k.  Starołęki. Ślady ognisk, puste butelki przy brzegu, kilka kiepów. Relaksujemy się.

Gadamy. Kaczki kwaczą, rybki pluszczą, ktoś z drugiego brzegu obserwuje, wkręcam N, że tajniak. Po chwili moją uwagę przykuwa przepływająca środkiem rzeki kanapa. 

N: O-o…
Ja: Masz na myśli ten materac?
N: …
Wychodzący zza naszych pleców Policjant: Co panowie? Piwko-piwko?
Ja, usiłując nie myśleć o zawartości torby N: E tam, dokańczamy właśnie. Niech pan spojrzy, kanapa płynie.
Policjant, poprawiając odblaskową kamizelkę: No dobrze, kanapa…
N, z zaskoczenia: A jak to właściwie jest,  po piwie trzeba nosić rower na ramieniu? Czy można go prowadzić?
Ja, udając zdziwienie: Chyba żartujesz. Nosić?

Zaczynamy sprzeczać się, próbując przenieść uwagę funkcjonariusza na zagadnienia prowadzenia pojazdu pod wpływem. Funkcjonariusz wygląda na coraz bardziej zniechęconego do zaprowadzenia porządku. Gęba mu jakoś wiotczeje.

N: Nosić!
Ja: Bzdura!
Policjant, machając ręką zrezygnowany: Panowie, żadne nosić, jeszcze stracicie równowagę po tym alkoholu. Prowadzić.
Ja: Tak pan nam radzi?
Policjant, na odchodnym: Tak, panowie. Do widzenia. Znika za nasypem.

Dokańczam reddsa. Zapada noc, komentujemy nurkujące nad taflą nietoperze.


%d blogerów lubi to: