Posts Tagged ‘turcja’

Tracja jest granicą

20 sierpnia 2010

Z dnia na dzień coraz silniej czułem, że należę do innego świata.

Tak, będzie mi brakować figowca, który owocuje przy bramie kempingu pod Efezem. Zatęsknię za bananowcem, który pochyla się nad ciasną białą uliczką Dalyan. Nie raz obejrzę zdjęcia morza, w którym chłodziłem się zmęczony 40-stopniowym skwarem. Każda podróż wybitymi przez skały trasami była kalejdoskopem oszałamiających widoków.

Owszem, pida i zupa fasolowa smakowały wyśmienicie, a kebap nie wyglądał jak polskie podróbki.

Ale z żalem spoglądałem na flagę turecką powiewającą nad Hierapolis, Efezem i licyjskimi grobowcami.

Przez miasta jechałem napięty. Z trzech pasów robią tam pięć. Wciskają się przed samochód, wyprzedzają z prawej strony, cały czas waląc w klakson. Nie używają kierunkowskazów, a kiedy już, to skręcają odwrotnie niż sygnalizowali.

Nie szanują pieszych. Chodniki w Stambule kończą się albo zarośniętą sralnią, albo barierą ruchliwej ulicy. Są jakieś przystanki, ale nie wiadomo, co nadjedzie i kiedy.

Śmiecą. Nawet na chronionej plaży leżały niedopałki, opakowania po ciasteczkach, kapsle, okruchy butelek.

Są nachalni. W turystycznej części próbowałem być uprzejmy, trzeciego dnia na pytanie „skąd jestem” i „czy mówię po angielsku” zdarzyło mi się odpowiedzieć „fuck off”. Ileś razy ktoś mnie dotykał, ciągnął za koszulę. Nie podają cen. W piekarni, w spożywczym próbują wyciągnąć od klienta fortunę za każdą rzecz, którą bierze do ręki.

System minaretów ma tam zasięg, o jakim mógłby pomarzyć niejeden operator komórkowy. Na największym zadupiu przed świtem budziło nad zawodzenie. Chwila przerwy i znowu, i tak pięć razy dziennie.

Wojsko jest wszędzie. Znak informujący o posterunku przy co drugim miasteczku, przy ruinach teatru rzymskiego dwóch żołnierzy rozmawia z kałaszami opartymi na brzuchu. Po drodze wieże strzelnicze i tablice ostrzegające, że po drugiej stronie zasieków obowiązują inne prawa. A niedawno armia odwołała wybranego w głosowaniu prezydenta.

Bruksela stawia warunki: rozliczcie się z zagładą Ormian, to porozmawiamy o wstąpieniu do UE. Nie chciałbym jednak, żeby Turcja dołączyła, zanim dokona się tam zmiana cywilizacyjna, nie tylko technologiczna. Cóż z tego, że drogi mają szerokie, a na Sultanahmed mam dostęp do otwartego wifi, skoro jednego wieczoru mojej dziewczynie jakiś cywil zagradza drogę do hostelu z pytaniem: „do you have passport?”.

Kiedy wracaliśmy promem przez Dardanele, poczułem ulgę.

Śnieg

5 października 2007

Czytam Pamuka i coraz mocniej chcę przyjrzeć się Turkom z bliska.

W niedokończony wieczór sobotni próbowałem wysłowić się przed A. i K., co mnie w tym kraju tak pociąga. Wyznać, że zauważyłem Turcję dopiero, kiedy w pniewskim festiwalu teatrów szkolnych śniade, fałszujące dzieciaki na koniec swojego występu zgodnie wyciągnęły czerwone flagi z półksiężycem i przemaszerowały z nimi przed wybałuszoną widownią.

Pamuk pisze źle albo tłumacz trąba – chociaż to WL, nietrudno wyoczyć niedoróbki składniowe, a i styl chwilami trąci zbiorkiem opowiadań dla niewyżytych pensjonarek. Ale jak to przełknąć i przyjrzeć się, to z tych czasem niezdarnie poskładanych akapitów coś wyraźnie kapie. Z ropiejącego rozdarcia między aspiracjami do Europy a nakazami islamskich wspólnot.

Gorzki jest Śnieg i niepokojący – na tyle, żeby postawić kilka znaczków w kalendarzu na przyszły rok.


%d blogerów lubi to: