Posts Tagged ‘ja’

Pustostan

16 października 2010

Reklamy

Cześć

25 Maj 2010

Wiecznie to samo

5 Maj 2010

Dopiero oglądając zrobione nad jeziorem zdjęcia zrozumiałem, co tak mnie przyciągało do tego miejsca.

To taka zabawa:  jakiego znaku szukałem ja sprzed kilku dni? Dlaczego użyłem dwóch motywów: obramowanego kamieniami, mokrego od rosy paleniska i rozsypanych w przypadkowy krąg, młodych mleczy, które wychylają się zza kadru?

(Dla ułatwienia masz dwa konteksty: katastrofy tupolewa lub moich, czy też własnych, dotąd nieudanych prób ułożenia sobie z kimś życia).

28 kwietnia 2010

Pogubiłem się w tym kwietniu. W łapce ściskam bilet do przygody i nie wiem, czy to mój statek jest.

I patrzę na siebie: jak się wplątuję, jak przez moment czerpię, żeby chwilę później odpadać po kawałku.

Chciałbym, żeby mnie tak nie uderzyło, a uderzyło. Jak zwykle.

(Zdjęcie spod Skarpy, wieczorami przy brzegu chlupią bobry).

O tym, jak się zużywam

16 marca 2010

Śniło mi się, że z kijem w ręku biegnę przez ciepły, południowy las. Pełno w nim powalonych pni i niebezpiecznych wykrotów. Wdrapuję się na skarpę, w zaroślach odnajduję mur. Obchodzę go sprawnie i staję przed blaszanym, jakby wojskowym barakiem a’la Lost. Drzwi.

W głębi pomieszczenia dostrzegam starą, pochyloną nad stołem kobietę. Nie pozwala mi wejść, lecz od razu wstaje i podchodzi. Mówi, że mnie oczekiwała. Jest wiekowa, ale znajoma. Ze studiów? Ale…

Patrzę na swoje dłonie, które w ciągu kilku chwil zwiotczała skóra obejmuje niczym sfatygowany futerał. Nie mogę uwierzyć, jak szybko pokrywają się brązowymi cętkami, które do tej pory widziałem na cudzych fotografiach.

Do kobiety dołączają może dziesięcioletni chłopiec i dziewczynka. Przyglądają mi się z zainteresowaniem.

Pytam, dokąd mam teraz pójść. „Do miejsca, gdzie jest najwięcej przestrzeni”. Odwracam się i schodzę na podwórko, niedaleko ściany baraku znajduję olbrzymi krater. Wiem, że za chwilę zabraknie mi sił, żeby dowlec się do niego i osunąć w ciemność.

(W tle np. Pornopop)

Dostawa

15 lutego 2010

Śniło mi się, że razem ze swoim palestyńskim przyjacielem wieźliśmy do obozu furgonetkę wypchaną karabinami. Chłopak z izraelskiego patrolu, który nas złapał, z satysfakcją odwinął koc, żeby pokazać koledze, co te smarkacze naprawdę mają w bagażniku. I kiedy już prowadzili nas nad rzekę, zobaczyłem za nami niemieckich turystów, którzy wyszli na drogę i coś krzyczeli do nas usilnie i bezgłośnie.

Z tej pantomimy dało się zrozumieć, że „there is a progress” – chodziło im oczywiście o rozmowy między Netanjahu a naszymi ojcami, które relacjonowały lokalne stacje telewizyjne. Potem kilku Niemców nagle oddało po parę pokłonów w naszą stronę. Nie byłem pewien, czy kucają na zakurzonej ziemi z jakiegoś poczucia winy właściwego turyście, co zza kawiarnianego okna robi swoim canonem zdjęcia brudnej ulicy. Czy proszą o to, żeby ich zrozumieć – i wybaczyć im tę różnicę położenia.

Z osła

28 stycznia 2010

Parę godzin przed Negoiu

Wskakuję tu jak już wydobyłem się z jesiennej pleśni. Pamiętacie Fight Club?

Na zdjęciach z Fogaraszy odnalazłem dziś swojego zwierza. Tego co to słońce lubi i powierzgać czasem. Jeśli coś do tej pory osiągnąłem, to dzięki niemu.

Niestety, jak co roku, w okolicach września znów zrzucił mnie z grzbietu i padłem pastwą małości własnej i odbierających chęć do działania nonsensów. Do świąt pozostawałem więc pod staranną opieką zwierza z gatunku Marazmus, głaskał mnie głaskał, a z gęby śmierdziało mu wilgocią jakąś.

Kolejny styczeń. Budzę się i wystawiam nos za drzwi. Przez mróz i śnieżycę czuję, jak znów zbliża się nowe.

Bez barier

27 Maj 2009

Nie tak dawno temu bardzo chciałem jak ten chłopak. To chyba taki pomysł życia bez granic: gdzie chcę, jak mi się podoba. Mi-mi.

Majówka

4 Maj 2009

mokry piasek

Przychodzi taki moment w życiu kawalera. Że po wymianie ciekłokrystalicznych kontaktów. Z oczami pełnymi obiecujących uśmiechów 450 x 300 pikseli. Z palcami skurczonymi od wędrówek po znajomym ciałku wysłużonego laptopa. 

Przychodzi taki dzień, że kawaler odwraca wzrok od szybki i wychodzi. Na majówkę.

I długo nie potrafi uwierzyć w te wszystkie lisy, które podchodzą do nich, leżących w słońcu.


%d blogerów lubi to: