Bareja po rumuńsku

Wróciły polskie znaczki, wróciło normalne, zachmurzone niebo i chłodek :]

Anegdotka 1. Bucuresti Nord, sambata wieczór, jadący w tempie osobowego Inter City z Konstancy spóźnia się 50 minut, nikt nie informuje o niczym pasażerów, znaczy norma. Północ. Biegnę do kasy międzynarodowej. Okienko otwarte, światełko zapalone, ale paniusa jakaś odległa. „Krakowia tiket ys not pasibel kam et morning” wykrzykuje znudzona zza biurka.

Znajduję kącik na noc. Po przeczytaniu po raz wtóry Prawieku i obejrzeniu nocnego spektaklu pt. straszenie śpiących bezdomnych sykiem gaśnicy i waleniem w garnek – wracam do okienka. Piąta. Paniusia niespiesznie budzi swoje królestwo. Rozsuwa żaluzje, rozgrzewa wiekowy kompjuter, kartkuje papiery i 4 razy zmienia okulary.

Pytam o bilet. Pociąg jedzie raz dziennie o 6:08, czyli za godzinę, czyli nie wiem, czy są jeszcze miejsca, bo jak nie, to jestem dzień w tzw. dupie. „Dżast e sekond”, ponownie zmienia okulary i sięga po słuchawkę. Wystukuje numer, coś mamrocze, że zajęty, i przenosi spojrzenie na kolejną osobę w kolejce.

Poirytowany pytam, co z moim biletem. Odpowiada pobłażliwym spojrzeniem i wyciąga spod klawiatury zafoliowaną kartkę z nagryzmolonym po rumuńsku akapitem, dostrzegam groźnie podkreślone godziny 9-23. I na wypadek, gdyby polaczek nie znał pięknej limba romana, z rozbrajającą szczerością wyjaśnia: „Et dys auer de kompjuter ys not uorking”. Więc żeby o 5:15 sprzedać mi bilet ze stolicy tego niezwykłego kraju, musi naturalnie zadzwonić do centrali i dowiedzieć się, czy są jeszcze wolne miejsca na przejazd. Nasze serwery przecież jeszcze śpią, panie turysta, dżast e sekond, słuchawka, zajęte – i tak przez kwadrans z górką.

W końcu udaje jej się dodzwonić. Wyraźnie zadowolona wychyla pulchny ryjek i na całe gardło wykrzykuje nowinę do stojących w kolejce: czy ktoś jeszcze wybiera się za pół godziny do Krakowa lub Pragi, bo ma rezerwację na linii, mili państwo, taka szansa może się już dzisiaj nie powtórzyć…

Pomijam drugą paniusię, która na wszystkich nawrzeszczała, bo przecież jest blady świt, niedziela, i dlaczego nikt nie rozumie, jak mówi po engleze, ile kosztuje ta pieprzona miejscówka.

Reklamy

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: