Miasto skonczone

Poniedzialek

Peszt czeka na powrot imperium. Na co drugim skrzyzowaniu znudzony, slepy lew. Nad ulicami zelazne ptaszyska, na ktore obojetnie wysrywaja sie madziarskie golebie. Wszedzie turysci. Wbite w stuletni kostium od austriackich architektow miasto jest gluche od rozjezdzajacych je samochodow. Pod drzwiami do Astorii w kanarkowej bluzie spi bezdomny, ten nie ma psa. Jutro zobacze go opartego o sciane w metrze.

Widok na dachy z galerii przy szczycie bazyliki zapiera dech. Dwojka dorodnych Rosjan zalizuje sie w cieniu wapiennej balustrady.

Noca upal lzejszy, kilka kresek pod 30 stopni. Przez kwadrans stalem na moscie Schechenyl i patrzylem na paryskie blyszczace w ciemnosci nabrzeze. W knajpce obok poganiany przez Wlochow barman nie tracil czasu na rozmowy z klientami, wiec reszte wieczoru przemachalem nogami nad tunelem w zamkowej skarpie. W krzakach za plecami mruczaly swierszcze.

Peszt wydaje sie ukonczonym miastem, starym, poteznym, pieknym ale przewidywalnym.

Wtorek, Buda

Za namowa Julii z samego rana poszedlem do lazni tureckiej. Wspolnym wysilkiem trojga obsluga tamtejsza (nem tu dom) wytlumaczyla, ze dzis wstep maja tylko kobiety. Znaczy – panow zapraszamy w srode.

Do Budy najlepiej isc mostem Schechenyl – mozna tu robic foty lwim zadom, ktore pilnuja obu wejsc. Nierozjechany przez rowerzystow wspinam sie schodami na Stare Miasto. Na zaskakujaco wyludnionym wzgorzu spotykam tylko pare emerytow ze Stanow (tez chcieliby zeby na przyczepionych do zabytkowych domow tablicach bylo more english). Wewnatrz niskich murow czysciutkie brukowane uliczki skrecaja pod rozsypany kosciol z resztkami dzwonnicy i do Pierrota ze swietna kawa za 5 euro. Na niektorych podworkach dynda tabliczka Privet, ale sa chyba zbyt slodkie, zeby w ogole pozwolic swoim dzieciom sie na nich bawic. Nigdzie anielskiego, za to na placu znajduje miniature wzgorza opisana grudkami Braille’a…

Dochodze pod biale baszty, po ktorych biegaja Espanol i Rosjanie filmujacy na wszelki wypadek wszystko i wszystkich. Znowu odbierajaca slowa panorama wschodniego brzegu Dunaju (ktore miasta maja takie wzgorza?). Obok zamek cesarski, potezniejszy niz wszystkie gmachy ktore probuje sobie przypomniec. Po jego zachodniej stronie, skarpa ucieka w dol zielona Buda, nie tak imperialna i ciezka jak Peszt, faluje i wspina sie na okoliczne zbocza.

Zmierzcha, Japonczycy zeszli do barow nad Dunajem. Na murkach majaczy kilka drobnych sylwetek.

Advertisements

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: