Nie tak dawno temu bardzo chciałem jak ten chłopak. To chyba taki pomysł życia bez granic: gdzie chcę, jak mi się podoba. Mi-mi.
Nie tak dawno temu bardzo chciałem jak ten chłopak. To chyba taki pomysł życia bez granic: gdzie chcę, jak mi się podoba. Mi-mi.

Niezapowiedziany Dzień Policjanta: pół wieczoru miasto miga na niebiesko.
Uciekamy rowerami nad Wartę. Nad głowami burczy helikopter. Po kwadransie wyboistej ścieżki prześlizgujemy się pod mostem i dojeżdżamy do dzikiej miejscówki k. Starołęki. Ślady ognisk, puste butelki przy brzegu, kilka kiepów. Relaksujemy się.
Gadamy. Kaczki kwaczą, rybki pluszczą, ktoś z drugiego brzegu obserwuje, wkręcam N, że tajniak. Po chwili moją uwagę przykuwa przepływająca środkiem rzeki kanapa.
N: O-o…
Ja: Masz na myśli ten materac?
N: …
Wychodzący zza naszych pleców Policjant: Co panowie? Piwko-piwko?
Ja, usiłując nie myśleć o zawartości torby N: E tam, dokańczamy właśnie. Niech pan spojrzy, kanapa płynie.
Policjant, poprawiając odblaskową kamizelkę: No dobrze, kanapa…
N, z zaskoczenia: A jak to właściwie jest, po piwie trzeba nosić rower na ramieniu? Czy można go prowadzić?
Ja, udając zdziwienie: Chyba żartujesz. Nosić?
Zaczynamy sprzeczać się, próbując przenieść uwagę funkcjonariusza na zagadnienia prowadzenia pojazdu pod wpływem. Funkcjonariusz wygląda na coraz bardziej zniechęconego do zaprowadzenia porządku. Gęba mu jakoś wiotczeje.
N: Nosić!
Ja: Bzdura!
Policjant, machając ręką zrezygnowany: Panowie, żadne nosić, jeszcze stracicie równowagę po tym alkoholu. Prowadzić.
Ja: Tak pan nam radzi?
Policjant, na odchodnym: Tak, panowie. Do widzenia. Znika za nasypem.
Dokańczam reddsa. Zapada noc, komentujemy nurkujące nad taflą nietoperze.

- Kto pana tu wpuścił?!
- ?
- Wysoki czy niski?!
- (Złośliwie) Średni.
UWKwP wzburzona opuszcza stanowisko i rąbiąc obcasami przemaszerowuje biuro w poszukiwaniu winowajcy. Wraca po pięciu minutach, wyraźnie zadowolona:
- Przecież kolega powiedział, że będzie Problem.
- Proszę pani, oboje wiemy, że Kowalska wyszła za mąż po zarejestrowaniu tojoty. Dokumenty to pokazują.
- Przecież pan Burczyński go nie zarejestrował!
- To już proszę powiedzieć jemu, nie mnie.
- (Zaciska wypomadowane usteczka) Nie zarejestruję tego samochodu.
- …
- Potrzebuję oświadczenia strony, że dokumenty nie są fałszywe.
- Proszę pani, Kowalska (Opole) sprzedała auto Burczyńskiemu (Kielce) w 2007 roku. Ja (Poznań) jestem 3. właścicielem – nie mam kontaktu z tą panią.
- Nic mnie to nie obchodzi. To pan kupował auto. To pańskie ryzyko.
Hm, jeśli pani Kowalska-już-Poruta kopnęła sobie w kalendarz, to znaczy że mam zezłomować kupioną tydzień temu corollę?

Wczoraj było ciepło jak w czerwcu.
Compensa ocknęła się, że AC jednak nie jest dziedziczne. W związku z czym straciłem ok. 8 tys. Ciekawe, co z kasą za lawetę.
Zacząłem drugą edycję szkolenia menedżerskiego. + coaching.
Jedna z moich gwiazd wypęczniała i chce wyrekrutować się do działu w innym pionie (IT). Z wrażenia na 2 godz. zgubiłem laptopa.
Po raz pierwszy w życiu chcę założyć firmę.
Po przejechaniu w 2 doby wuelty samochodozy (Poznań – Kraków – Wadowice – Katowice – Kielce – Krk – Warszawa – Poz, razem 1500 km) wróciłem z wyniunianą przez staruszki tojotką. Chyba jest koloru indygo, choć jak wiadomo większość facetów to daltoniści.
Zabajerowałem się w uroczej filozofce, która bramę obok sprzedaje produkty Get In Banku. Myślę, że bez wzajemności.
Kończę ważny wątek osobisty. Zaczynam ważne wątki osobiste.
Wzbiera we mnie. Coś.
Wiecie, jak tego tubika zaembedować sobie na koszulce…? :]
Z dedykacją dla wszystkich, co pielęgnują swoje kontakty elektroniczne. Od 2:45 tylko dla ludzi o mocnych nerwach :]

I.
Piksel-panna charakteryzuje się czerpaniem większej przyjemności z obecności na facebooku niż ze spotkania face-to-face.
II.
Życie piksel-panny uzasadnia przede wszystkim popęd lansu, wyrażony za pomocą przynajmniej jednego profilu na myspace (albo chociaż na naszej-klasie). Oraz zdjęć, starannie wybranych i dyskretnie poprawionych w fotoszopie.
III.
Spacer po parku jest największym wrogiem piksel-panny. Mógłby odskubać co nieco z piksel-wizerunku piksel-panny a nawet (olaboga!) odczarować poznanego przez Internet chłopaka, a do tego piksel-panna nie może dopuścić. Piksel-panna żyje dzięki posiadanej (we własnym przekonaniu) umiejętności oczarowywania. Do której potrzebuje, jako się rzekło, odpowiednich narzędzi.
IV.
Oprócz komputera największym sprzymierzeńcem piksel-panny jest alkohol, półmrok oraz głośne dyskoteki. Gdzie piksel-panna może kręcić tyłkiem, nie musi natomiast zabierać głosu. Piksel-panna woli się bowiem nie odzywać, gdyż w rozmowie nie czuje się wystarczająco pewnie. Piksel-panna wie, że rozmowa może wystawić ją na niebezpieczeństwa opisane z grubsza w punkcie 3.
V.
Piksel-panna jest moim wrogiem :]

Szukamy go od dwudziestuparu godzin. A. ciągle wisi na telefonie. Wszystkie szpitale objechane. Policja odbierze zgłoszenie dopiero w poniedziałek.
Ślad urywa się w piątek wieczorem. Wychodzą podpici z knajpy. J. i K. ciągną go do taksówki, śmiechy, wzbrania się: “Ja jeszcze idę na miasto, nara!”.
Jeśli do jutra rana nie da znaku, wracam do Poznania i wyklejamy plakatami Stare Miasto.
__
15:50
Znaleźliśmy luja.
W ciągu dwóch dni postawiliśmy na nogi z 40 osób. Potrzebujemy śladów komórki w rejestrze operatora. Przerwałem kurs, wracam wisząc na międzymiastowej, docieram do kontaktu, który pije wódkę z jednym z prezesów PTC. Wystarczy telefon, żeby udostępnił ostatnie logi do nadajnika, które wysłał smartfon naszego losta.
Tymczasem łoś dźwignął się i wraca. Nie wie jeszcze, jaki go w domu czeka wpierdol.

Zakochuję się jak marchew. Tzn. sezonowo. Przyroda we mnie napina się i rośnie, żeby eksplodować na słodko. Potem są jakieś wakacje czy coś i właściwie nigdy nie potrafię złapać ten moment, kiedy temperatura wzajemnych stosunków zaczyna stygnąć. A to zawieje raz drugi nudą, a to jeszcze kilka odruchowych kopulacji. I zima. I cześć.
Wtedy zaczynam marudzić, śpię po 14 godzin. I ssie mnie, ssie parę tygodni, żebym wyszedł z nory, jak teraz. No to wykrzywię ryj, ogolę, bluzę czystą założę, buty kupię nowe i na powierzchnię. A tam bydle we mnie zaczyna kręcić nosem, na prawo, na lewo, tu mruknie, tam kawka piwko a może wpadniesz do mnie mam takie dziwne zwierzątko akwariowe. I na wszelki wypadek godzinami układa się na GG z pięknotkami, które rok temu wydawały się zbyt odległe. Bajer klei, odrywa od biurka i ciągnie pomału acz w pożądanym kierunku.
Co ja tak na globus reaguję?
W sobotę chwilę rozmawialiśmy obok tego z G. i A. Że berlińczycy mają takiego lajfstajla, idą w parę na czas jakiś, do wyczerpania ochoty, potem rozstanie i ktoś nowy, i tak w kółko. Ja na to, że bym się związał już na stałe, skonfrontował, poszedł na głębię. Ale tak w poprzek naturze do wody wchodzić?