
Szukamy go od dwudziestuparu godzin. A. ciągle wisi na telefonie. Wszystkie szpitale objechane. Policja odbierze zgłoszenie dopiero w poniedziałek.
Ślad urywa się w piątek wieczorem. Wychodzą podpici z knajpy. J. i K. ciągną go do taksówki, śmiechy, wzbrania się: “Ja jeszcze idę na miasto, nara!”.
Jeśli do jutra rana nie da znaku, wracam do Poznania i wyklejamy plakatami Stare Miasto.
__
15:50
Znaleźliśmy luja.
W ciągu dwóch dni postawiliśmy na nogi z 40 osób. Potrzebujemy śladów komórki w rejestrze operatora. Przerwałem kurs, wracam wisząc na międzymiastowej, docieram do kontaktu, który pije wódkę z jednym z prezesów PTC. Wystarczy telefon, żeby udostępnił ostatnie logi do nadajnika, które wysłał smartfon naszego losta.
Tymczasem łoś dźwignął się i wraca. Nie wie jeszcze, jaki go w domu czeka wpierdol.
22 marzec 2009 o 7:03 |
aha
no to kumam.
w ryj go lej :/
23 marzec 2009 o 5:31 |
Srogo.
23 marzec 2009 o 5:35 |
To bylam ja tam wyzej. Ze srogo. To ja mowilam.