
Po trzech miesiącach używania dróg i autostrad autor bloga rozbił się koło Łodzi. Otóż w niedzielę wieczorem wracał ze szkoły A2 i mimo wściekłej śnieżycy wyprzedził kolumnę,
- wpadł w poślizg przy 120
i zamienił escorta na lecący w poprzek drogi pocisk.
Samochód jest na złom. Poduszka nie raczyła wyskoczyć, a mnie nawet nie został siniak na pamiątkę. Wychodzi na to, że zebrałem doświadczenie, po czym wezwałem lawetę i dokończyłem trasę pociągiem.
Nie róbcie tego w domu.
2 marzec 2009 o 7:02 |
hmmm dźwięku darcia blachy nie zapomina się nigdy… nikomu nie polecam
2 marzec 2009 o 2:55 |
szkoda samochodu, ale najwazniejsze, zes caly! :)
2 marzec 2009 o 8:00 |
masakra na masce
ale kosci cale, to spoko
2 marzec 2009 o 10:02 |
No trudno, ale skoro siniaka nie ma, to znaczy, że poprzedni właściciel jednak pomógł ;)
2 marzec 2009 o 10:13 |
Poprzedni właściciel był 83-letnim duchownym. Trzy tygodnie zajęło mi opróżnienie samochodu z plastikowych różańców i fajansowych jezusków :]
2 marzec 2009 o 11:02 |
Zostales lekko ostrzezony. Z powrotem wkladaj te jezuski i rozance, bo nastepnym razem nie bedzie tak przyjemnie.
Czy to znaczy, ze wrociles?
Wrociles, tak?
2 marzec 2009 o 11:33 |
Tak! Wróciłem. Wyswobodziłem się z pęt materializmu, zabrałem Freda, który ocalał przycupnięty na szybie, i ruszyłem szukać wiatru w polu.
2 marzec 2009 o 11:49 |
No.
Ja tez chce.
3 marzec 2009 o 9:36 |
83-letnim duchowny… o cholera :D to wrecz anegdotyczne!