
Przez cały dzień uciekaliśmy pustymi, zakurzonymi drogami. Raz czy dwa przystanęliśmy na chwilę pod rozpadającym się sklepikiem, a na pachnącym świeżą deską pomoście zjedliśmy chleb, słuchając chlupiącej pod stopami wody.
Pod wieczór niebo zagęgało. Nad naszymi głowami przesunęły się sznury wracających z południa ptaków. Jeden z nas krzyknął do drugiego – te same słowa co rok temu, w tym samym miejscu.
9 marzec 2008 o 10:56 |
wiosna idzie :)
w pierwszej chwili pomyslalam, ze to Mazury. ale chyba jednak nie?
9 marzec 2008 o 11:48 |
It’s just history repeating itself
10 marzec 2008 o 8:28 |
Koło zamyka się rzut beretem od centrum Poznania.
12 marzec 2008 o 11:24 |
jezioro kierskie?