Po dziewięciu latach niespodziewanie spotykam T. Zaszył się pod Karkonoszami, w teatrze im. Norwida.
Studiowaliśmy razem. Zawsze ambitny, wygnało go za ocean i z powrotem. W Norwidzie asystuje reżyserce, rośnie też na menedżera tej sceny. A młody odtwórca tytułowej roli w Śmierci człowieka-wiewiórki R. mówi o nim “dobry duch tego miejsca”.
Jeszcze w ich knajpie próbowałem daremnie poskładać ten przypadek:
- żyję bez spektakli, 4 zimy z daleka od krakówkowych orbit;
- przyjechałem z ludźmi, którzy podobnie nieteatralni;
- miasto leży 250 kilometrów stąd i znacznie dalej od Krakowa;
- nie szukaliśmy siebie.
(A poniżej ślad tej ciekawej grupy z Jeleniej).
28 listopad 2007 o 9:56 |
chciałoby się zaraz zobaczyć na żywo :-)
5 grudzień 2007 o 10:57 |
nie lubie takich spotkan – znajomych zzaswiatow
juz ich pochowalem, a tu zywy trup przede mna i co mu teraz powiedziec?
28 grudzień 2007 o 6:58 |
gracuchu!!
my nieteatralni??!!przecież edas gra przed piotrem całe życie!!!